... Słowa są z natury ciężkie. Sztuką jest dobrać je tak by stworzyć skrzydła ...
Blog > Komentarze do wpisu
"Kafka nad morzem" - filozoficzny zwierzyniec

"Dlatego myślę, że zamiast szukać zaginionych kotów, powinieneś się poważnie zająć szukaniem drugiej połowy swojego cienia”

Któryś raz siadam by zanotować myśli po przeczytaniu książki Murakami Haruki „Kafka nad morzem”. Zastanawiam się, co mogę napisać po recenzji Matyldy_AB, która skłoniła mnie do przeczytania tej książki. Dodatkową trudnością dla mnie jest fakt, że jest to powieść filozoficzna, a dla mnie filozofia jest obcym światem. Światem zamkniętym, abstrakcyjną figurą, której nijak nie umiem przetłumaczyć na moją rzeczywistość. Prowadzenie dwóch oddzielonych od siebie wątków początkowo onieśmieliło mnie, miałam wrażenie, że czytam dwa niezależne opowiadania.

Początkowo nużył mnie metafizyczny wątek pana Nakaty i zwiększą przyjemnością zanurzałam się w przeżycia Kafki Tamury. Stopniowo jednak proporcje te się odwróciłyby w końcu wyrównać się wraz z coraz mocniejszym splataniem się obu wątków.Pierwsze skojarzenie z prozą Gagmana czy Dodgsona szybko zmieniło się w trudną przygodę z filozofią. Ogromnym wyzwaniem było dla mnie nagromadzenie cytatów, zapożyczeń, symboli, odwołań do klasyki kina, Schuberta, Beethovena, Goethego czy Coltrane'a, nie mówiąc już o bogactwie doktryn filozoficznych, z jakich Murakami czerpie licząc na wszechstronną wiedzę czytelnika. To książka wielowymiarowa i aby poznać ją trzeba by czytać ją wielokrotnie, otaczając się dziełami z różnych dziedzin. Nie raz musiałam wstawać wyszukać inną książkę w biblioteczce, wyszukać utwór, sięgnąć do starych notatek z wykładów lub do tekstów źródłowych. Czasami i tego było mało musiałam prosić o pomoc, by zrozumieć subtelnie wplecione odwołania muzyczne. Tu duże buziaki dla Michałka, za pomoc. Ale i to chyba za mało. Mam wrażenie, że to rodzaj tej książki, którą trzeba mieć w biblioteczce i sięgać do niej od czasu do czasu, czytając po kawałku, smakować, rozkładać, przeżywać, jak Fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta czy belgijski sklep z czekoladą.

To, co wiele osób piszących o tej książce nazywa „zmysłowym mistycyzmem” dla mnie stanowiło jedynie sprytny zabieg pisarza, by nakłonić czytelnika, do chwilowej rewolucji swego sposobu myślenia, tak by zrozumiał założenia niektórych doktryn filozoficznych. Autor bardzo umiejętnie splata nadrealny świat wyjęty niczym z filmów Felliniego, z fantastycznymi elementami, mówiącymi kotami, deszczem pijawek czy magicznym kamieniem, tak, że czytelnik niczemu się nie dziwi, akceptując te elementy jako całkowicie zwyczajne, zajmujące właściwe sobie miejsca. Także pozorne wątki kryminalne, nie uzyskują rozwiązania. Powieść, którą każdy przeczyta na swój sposób, każdy znajdzie w niej coś innego, w każdym chyba bez wyjątku wywoła ona pytania, na które sam sobie będzie musiał odpowiedzieć. A próba odpowiedzi na pytanie, o czym jest ta książka, jest jedynie szukaniem zaginionych kotów, gdy posiada się zaledwie jedną połowę swojego cienia.

piątek, 24 lipca 2009, awitu111

Polecane wpisy

Filmy które mogłabym oglądać bez końca:
Adwokat diabła,
Harry Angel,
Blade Runner,

Filmy do obejrzenia:
Rezolucja 819
Snajperzy z Kosowa
Pusty Dom,
All the Days Before Tomorrow

Książki do których wracam:
A.Camus "Człowiek zbuntowany", J.P. Sartre "Słowa",
P.K. Dick "Ubik",

W czytaniu:
J.P.Sartre "Mdłości",
p.Levinson "Miękkie ostrze"
red.Huntington, Harrison "Kultura ma znaczenie: Jak wartości wpływają na rozwój społeczeństw",
polecone do przeczytania:
"Rzemiosło poezji" Borges,
Jakub Małecki "Błędy",
Simon Beckett"Chemia śmierci",

czekające na półce:
"Opium intelektualistów" A.Raymond,
Jun`ichi Watanabe "Za kwietnymi polami",

statystyka

top | Szablon stworzony na podstawie szablonu kate_mac |zdjęcie ze strony purpleglitter